Blog Karola Jasienicy

Recenzje

  • poniedziałek, 30 listopada 2009
    • Wpis bez tytułu

      Wilhelm Bauer, Hodowla gołębi. Rasy – zdrowie – opieka, Warszawa 2009

      W ostatnich latach ukazało się kilka książek poświęconych hodowli gołębi. Jest to zjawisko pozytywne i należy się z tego cieszyć. Nie towarzyszy mu jednak wzrost ilości hodowców.

      W 2009 roku ukazała się w polskim przekładzie książka Wilhelma Bauera pt. Hodowla gołębi. Rasy – zdrowie – opieka. Wydawnictwo RM, którego nakładem książka się ukazała, wydało pracę cenionego w Niemczech autora W. Bauera w szacie, nie ustępującej niemieckiemu oryginałowi. Staranna typografia, piękne zdjęcia,  dobry przekład zachęcają do lektury. Wydawca zachęcając do kupna książ­ki pisze: „Książki adresowane są do miłośników i hodowców gołębi. Znajdziesz w nich szczegółowe informacje dotyczące anatomii i fizjologii ptaków, opisy ras oraz sprawdzone sposoby na urządzanie gołębnika. Z poradników dowiesz się, w jaki sposób przygotować odpowiednią dla gołębi dietę i jak rozmnożyć stado. Charakterystyka chorób najczęściej atakujących ptaki pomoże w szybkim postawieniu diagnozy i skutecznym leczeniu. Kolorowe ilustracje, schematy i zdjęcia przybliżą tajniki wiedzy o gołębiach”. Niewątpliwie to bardzo dobra książka dla początkujących hodowców gołębi rasowych. Ale może po nią sięgnąć także doświadczony hodowca i nie zawiedzie się.

      Opisy dwudziestu sześciu ras gołębi są bardzo krótkie, ograniczają się jedynie do podania kilku szczegółów. Ale tu w opisach spotykamy się z błędami. Np. Autor książki podaje, że istnieją 22 odmiany szpaka, tymczasem istnieje aż 26 odmian. W wydaniu polskim doszło do nieporozumienia w nazwie i opisie garłacza białogłowego. Chodzi o garłacza śląskiego. Niemcy zaliczają garłacza białogłowego do garłacza śląskiego. Inaczej jest we wzorcu polskim. Przy opisie śląskiego garłacza potrzebne więc było krótkie wyjaśnienie wydawcy. Wydawca jednak kierował się zdjęciem.

      Nazwy dwóch ras budzą zastrzeżenia. Chodzi o czajkę pochodzącą z Tu­ryngii oraz nadreńskiego klakiera kołującego. Co znaczy gołębie zabawne? Słowo zabawne ma w języku polskim inne znaczenie aniżeli w niemieckim Spilflug. Chodzi o lot samca w czasie tokowania. Może należy po prostu grupę gołębi, których samce krążą wokół samicy tuż nad ziemią i klaskają skrzydłami nazwać gołębiami kołującymi, a więc nadreńskie kołujące. Słowo klakier pochodzi od klaskać, dlatego może być również nadreński klakier kołujący.

      Pomimo powyższego, przekład książki W. Bauera pt. Hodowla gołębi. Rasy – zdrowie – opieka jest godny polecenia. Książkę warto mieć w swojej biblioteczce i po nią sięgać. Przede wszystkim warto ją polecić młodzieży i początkującym hodowcom gołębi.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 listopada 2009 18:41
  • czwartek, 05 lutego 2009
    • Recenzja:

      Horst Schmidt, Rudi Proll, Tauben, Stuttgart 2006 (przekł. polski Agnieszka Różańska, Gołębie, Warszawa 2007)

       W 2006 roku ukazał się w Stuttgarcie w Niemczech Taschenatlas pt. Tauben. Autor atlasu nie postawił sobie celu jakim jest wszechstronne poinformowanie czytelnika o historii i hodowli gołębi ani też nie przedstawił wyczerpującej prezentacji najczęściej hodowanych ras gołębi. Książeczka licząca 192 strony jest swoistego rodzaju przewodnikiem po szeroko rozumianym „świecie” gołębi. Autor tekstu atlasu (Horst Schmidt), jak i wykonawca zdjęć (Rudi Proll) gwarantują wysoki poziom niemieckiej publikacji, chociaż nie unikniono w niej pewnych „wpadek”. Słusznie więc polskie Wydawnictwo RM podjęło decyzję dokonania przekładu atlasu i przekazania go hodowcom gołębi w naszym kraju, i nie tylko hodowcom. Zamysł słuszny, ale… No właśnie ale…, bowiem w polskim wydaniu pełno jest różnego rodzaju błędów.

      Na wstępie pragnę wskazać na najbardziej rażące błędy i nieścisłości w pierwszej części polskiego przekładu atlasu poświęconego gołębiom. 

      Na 8. stronie czytamy: „Dlaczego więc gołąb? Jego ewolucja do zwierzęcia domowego jest uzasadniona przez różnych badaczy w różny sposób: Bechstein już w 1805 roku przedstawił hipotezę synatropi, która została później potwierdzona w roku 1973 przez Goodwina i w 1994 roku przez Beneckiego. Zgodnie z tą teorią gołąb skalny pojawił się siedliskach ludzkich w VIII w. p.n.e., w początkach rozwoju uprawy roli w neolicie”. Czyżby dopiero w VIII wieku p.n.e. rozpoczęto uprawiać rolę? Czyżby neolit trwał aż do VIII wieku przed Chr.? Autor atlasu nie popełnił błędu. Błąd popełnił tłumacz i nie dostrzegł go merytoryczny redaktor. Powinno być w VIII tysiącleciu (w orgin. Jahrtausend) p.n.e.

      Na stronie 11. czytamy: „W Talmudzie (Ezra 3,26) gołąb opisywany jest jako ukochany ptak bogów”. Talmud mówi o gołębiu jako o ukochanym ptaku Boga. Talmudyści byli monoteistami.

      Zadziwiająca jest podjęta próba wyjaśnienia przez tłumacza niemieckiego tekstu, w którym mowa o dużych zwierzętach ofiarnych. W polskim wydaniu czytamy: „Kiedy na ofiarę przebłagalną za grzechy brakowało kosztownych krów i koni, można było zastąpić…” (s. 11). Skąd wziął się w przekładzie koń? Koń jako zwierzę nieparzystokopytne nigdy nie był zwierzęciem ofiarnym. Należało przetłumaczyć niemiecki tekst wiernie i nie byłoby błędu.

      Na stronie 12. zarówno autor, jak i tłumacz powołuje się na Księgę kapłańską (5,8-10). Podany cytat biblijny w przekładzie pochodzi z tzw. Biblii Tysiąclecia. Można mieć zastrzeżenia do przekładu, który nawet w pewnym stopniu wprowadza czytelnika w błąd: „Przyniesie ją kapłanowi, a ten ofiaruje najprzód tego gołębia, który jest przeznaczony na ofiarę przebłagalną. Ściśnie jego główkę przy karku, ale jej nie oddzieli”. Chodzi o słowo ściśnie. W Biblii hebrajskiej użyte jest słowo mālaq [transkrypcja fonetyczna], występujące jedynie w Kpł 1,15; 5,8. Jest to termin typowo ofiarniczy i chodzi o to, że kapłan powinien ująć głowę gołębia, lekko ją przekręcić i naderwać. Czynność ta powinna była być wykonana precyzyjnie, aby nie oderwać głowy od szyi, a jednak aby wypłynęła krew. Przy ściśnięciu górnej części szyi nastąpiłoby zadławienie zwierzęcia, a to było zakazane. Nie wolno było jeść mięsa zwierzęcia zadławionego, a tym bardziej nie wolno było go złożyć w ofierze. Gdyby chodziło o zadławienie, to prawodawca nie dodałby słów: „ale jej całkiem nie oddzieli”. Dlatego tzw. Biblia warszawska posiada przekład: „Niech przyniesie je do kapłana, a ten złoży najpierw to, co było przeznaczone na ofiarę za grzech. Naderwie jego głowę tuż przy szyi, ale jej całkiem nie oddzieli”. Podobnie 8. wiersz rozdziału 5. Księgi kapłańskiej przekłada ks. prof. Stanisław Łach (Księga kapłańska, PŚST II-1, s. 147). Za powyższą nieścisłość trudno jednak obarczać tłumacza i redaktora merytorycznego.

      Na stronie 14. uzupełniono tekst o tytuł dzieła Marka Terencjusza Warro(na). Ma on rzekomo brzmieć: De re rustica. Warron był autorem wielu dzieł, ale ten, o którym mowa znany jest raczej pod tytułem: Rerum rusticarum libri III.

      Autor atlasu Horst Schmidt we Wprowadzeniu nagromadził dużą ilość wiadomości dotyczących w przeszłości symboliki związanej z gołębiem, jak i dawnych wierzeń. Czy zainteresują one czytelników? Część czytelników zainteresują te wiadomości, część nie. Chociaż brak czasem powiązania oraz interpretacji danych z zakresu fenomenologii religii, to jednak część ta jest cenna. Szczególnie cenny jest fragment Wprowadzenia, w którym Autor pisze o przygotowaniu gołębi do wystaw, jak i samych wystaw. Przez wydawcę polskiego przekładu została ta część uzupełniona.  

      Druga część książki Horsta Schmidta i Rudi Prolla zawiera krótkie opisy i zdjęcia wielu ras gołębi, hodowanych głównie w Niemczech. Opisy ras ułożone są według porządku alfabetycznego. To pozwoliło autorom zgromadzić obok siebie opisy gołębi, które pochodzą z jednego regionu, albo należą do jednej grupy (np. garłacze). Częściowo udało się to także polskiemu wydawcy.

      Niemiecki spis ras gołębi z 1 kwietnia 2008 roku ułożony jest według grup, w grupach zaś obowiązuje porządek według numerów ras przyjętych w Europejskiej Federacji. Autorzy niemieckich wzorców starali się na pierwszym miejscu umieścić informację o pochodzeniu danej rasy. Pozwala to utrzymać pewien porządek na wystawach i przy sporządzaniu katalogów z wystaw.   

      W Polskim wydaniu atlasu należało pozostawić – o ile było to możliwe – kolejność występująca w oryginale. A było to w wielu wypadkach możliwe, wszak np. gołębie należące do grupy V można było zestawić według pochodzenia, tym bardziej, że przyjęte od 2006 roku przez polską Komisję Standaryzacyjną  nazwy ras temu sprzyjają. Wydawca nie wziął tego pod uwagę, i dlatego np. saksoński bocian nie znalazł się wśród barwnych gołębi saksońskich.

      Kiedy w 2006 roku przystąpiłem do tłumaczenia niektórych wzorców ras gołębi z języka niemieckiego, wówczas najpierw została ustalona lista nazw gołębi, a także pewnych terminów, które występują we wzorcach niemieckich, w Polsce funkcjonują bowiem pewne lokalne nazwy i terminy. Chodziło o porządek i ujednolicenie. Wydawca polskiego wydania atlasu nie skorzystał ani z istniejących już wielu wzorców, ani też przyjętych nazw ras gołębi.

      W niektórych wypadkach podane zostały dość dziwne nazwy ras. Np. berneński połowicznodzioby, belgijski kolistozabawny, reński kolistozabawny i inne. Powinno – w pierwszym przypadku – być berneński srokacz, bowiem niemiecka nazwa nawiązuje do historii tej rasy, dlatego bez jej znajomoci nazwa połowicznodzioby nic nie mówi. Gołąb ten jest srokaczem i niechaj to będzie zaznaczone w jego nazwie. Co znaczy gołębie zabawowe, albo – jak na innym miejscu – zabawne? Słowo zabawowe ma w języku polskim inne znaczenie aniżeli w niemieckim Spielflug. Chodzi o lot samca w czasie tokowania. Może należy po prostu grupę gołębi, których samce krążą wokół samicy tuż nad ziemią i klaskają skrzydłami nazwać gołębiami kołującymi, a więc belgijskie kołujące. Słowo klakier pochodzi od klaskać, dlatego może być również belgijski klakier kołujący. Wtedy będzie wiadomo o co chodzi. Dotyczyć to musi całej grupy (np. nadreński klakier kołujący, orientalny klakier kołujący).

      Szwajcarskie gołębie z Thurgau (dlaczego nie z Turgawii?) są zebrane razem (np. thurgauski [turgawski]tarczowy i inne), jednak z wyjątkiem białoogona turgau. To samo dotyczy gołębi barwnych z Saksonii i Turyngii. Dlaczego białoogon, a nie jak chce słownik ortograficzny – białogon. Należało też spojrzeć do słownika ortograficznego i sprawdzić jak brzmi przymiotnik od słowa Turyngia. Mamy np. w atlasie jaskółka turyngijska.  Poprawna jest forma turyńska jaskółka (mamy np. Las Turyński, pejzaże turyńskie, zamki turyńskie [np. Wartburg], itd.). Ewentualnie może być jaskółka turyngeńska, ale nie turyngijska. Na żadnej mapie wydanej w Polsce nie spotkałem formy Las Turyngeński, lecz Las Turyński, który leży w Turyngii. Preferowana jest więc forma turyński. Stanisław  Szober w Słowniku poprawnej polszczyzny  dopuszcza formę turyngski,  ale forma turyngski w nowszych słownikach już nie występuje. Jest to więc forma przestarzała. We wzorcach mamy turyńska jaskółka, turyńska czajka itd. Obowiązuje słownik ortograficzny. Wiedział o tym tłumacz, bądź redaktor książki Peterfi’ego pt. Hodowla gołębi.

      Większość nazw gołębi nawiązuje do żyjących wokół nas ptaków, ludzi, czy też charakterystycznych zachowań gołębi oraz ich rysunków. Mamy więc jaskółki, czajki, szpaki, skowronki, szczygły, gile itd., a także zakonniczki, mnichy, kapucyny itd. Nie jest dla mnie zrozumiałe, chociaż wiele mogę zrozumieć, mamy turyńską jaskółkę i jaskulaka saksońskiego. Słowo jaskulak nie istnieje i jest niepoprawne. Myślę, że nikomu nie przyjdzie do głowy nazwać szpaka szpaczakiem, gila gilakiem.

      W polskim wydaniu mamy debreciński roller – zamiast debreczyński roller, murzynek szmalkandzki – zamiast szmalkaldzki murzynek,  temesburski pstrokaty – zamiast timiszoarski srokacz, gołąb lodowy zamiast lazurek itd., itd. Są rasy bohemeńskie. Dlaczego nie czeskie? Wiele do życzenia mają zaproponowane nazwy ras arabskich (patrz. wzorce) i szwajcarskich. Część nazw jest niezgodna z polskimi wzorcami, część wymaga zaproponowania innych nazw.

      W niemieckim  wydaniu zauważyłem trzy błędy, a mianowicie: nad tekstem saksoński mnich znajduje się zdjęcie saksońskiej jaskółki, zdjęcie staroholenderskiego kapucyna zostało podpisane „żółty” zamiast żółtopłowy. Nad tekstem lucerneński białogon (Lutzerner Wieißschwänze) umieszczono niewłaściwe zdjęcie (jest lucerneński złotopierśny). Błędów tych nie tylko, że nie poprawiono w wydaniu polskim, ale zrobiono następne. Nad tytułem norymberska bagdeta umieszczony jest garłacz norwich, nad tekstem saksońskiej czajki jest garłacz saksoński itd.

      Nad drugim wydaniem atlasu będzie trzeba więcej popracować.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 lutego 2009 14:25