Blog Karola Jasienicy

Refleksje na marginesie etyki

  • wtorek, 12 maja 2009
    • Etyczne dylematy w sporcie gołębiarskim

      Zwierzęta towarzyszą człowiekowi od czasów historycznych. Dowiadujemy się o tym z wykopalisk lub starych inskrypcji. Pies pilnował domostwa, oraz towarzyszył człowiekowi podczas  polowania. Konia dawniej używano w walce, wołu zaś do pracy na polu. Gołąb dostarczał wrażeń estetycznych, był posłańcem, a także zwierzęciem ofiarnym. Chociaż w niektórych wypadkach funkcje udomowionych zwierząt się zmieniły, to jednak zasadniczo służą one nadal człowiekowi, który potrafi ich naturalne właściwości wykorzystać i spożytkować dla swojego dobra. We współczesnych czasach zwierzęta wraz z człowiekiem biorą udział w różnego rodzaju zawodach. Wystarczy tu wspomnieć jeździectwo, wyścigi chartów itp.       

      Dzisiaj gołębie nie służą już do przenoszenia wiadomości, chociaż jeszcze podczas II wojny światowej były wykorzystywane do tego celu. Nasz polski listonosz przestał być listonoszem; podobnie niektóre bagdety, czy też syryjski żylasty. Teraz z udziałem gołębi organizuje się różnego rodzaju zawody. Na całym niemalże świecie znane są wyścigi gołębi pocztowych, czy też zawody w długości lotu. Spotykamy się także z różnego rodzaju lokalnymi zawodami. Nie chodzi tu o ich skatalogowanie i opisanie. Raczej chodzi o pytania: Czy wszystkie rodzaje sportów z udziałem gołębi z punktu widzenia etyki są do zaakceptowania?  Czy czasem nie mamy do czynienia ze sportem na granicy uczciwości i nieuczciwości, lub na granicy działania etycznego i nieetycznego?     

      Najbardziej popularne są zawody z udziałem gołębi pocztowych. Organizowane są one od dawna i nic nie wskazuje na to, aby kiedyś tzw. zawody z udziałem gołębi pocztowych przestały być atrakcyjnym sportem. Zdawać się może, że jest to szlachetna rywalizacja. Może kiedyś była, ale taką przestała być już dawno. Rzadko się zdarza, aby hodowcy gołębi pocztowych rywalizowali między sobą tzw. metodą gniazdową. Raczej to do kosza wkładane są tzw. „wdowce”, czyli samce, które od dłuższego czasu nie mają partnerek. Przed włożeniem ich do kosza, wkłada się do ich miejsc gniazdowania samicę, a następnie w stanie podniecenia, niemalże euforii, zabiera się samca i wysyła się go w daleką podróż. Każdy hodowca wówczas liczy, że jego pupil przyleci pierwszy. Czy na pewno pupil, a może tylko „coś”,  czyli rzecz, którą potraktował przed­miotowo?      

      W rywalizacji gołębi pocztowych, albo − jak często się obecnie mówi − gołębi sportowych, jest szereg elementów, które etycznie są wątpliwe. Wkładając gołębia do kosza, naraża się go na duży, wielogodzinny  stres, nierzadko w ciasnocie, a następnie na powrót do macierzystego gołębnika. Deszcz, wiatr, upał − wszystko na swojej drodze może spotkać, także dybiącego na jego życie głodnego drapieżnika. Gołębie mają wrodzony nawyk powrotu do gniazda. Ale czy zmuszanie ich do powrotu z bardzo daleka − co być może podnieca hodowcę − nie jest szkodzeniem żywym zwierzętom, traktowaniem ich jak maszyny? Czy celowe przetrzymywanie samców i samic w okresie rozpłodowym bez właściwego dla płci partnera, nie jest działaniem wbrew naturze? Czy człowiek ma do tego prawo? Hodowcy gołębi pocztowych powinni sobie takie pytania postawić i próbować bez emocji na nie odpowiedzieć.      

      W przeszłości w pewnym okręgu przemysłowym w Europie, pewna część hodowców garłaczy… (nie na Śląsku), stale trzymała w pogotowiu kilka wolnych samców, które zostawały wypuszczane, kiedy w okolicy gołębnika pojawiała się jakaś samica. Rzekomo dość często padała ona łupem właściciela samców i lądowała w garnku nieuczciwego hodowcy. Zachowanie godne nagany. A ile zmęczonych, nie mogących znaleźć drogi do swojego gołębnika, gołębi pocztowych trafia do garnka?      

      Z podobną sytuacją mamy do czynienia, kiedy hodowcy gołębi lotnych podejmują próbę zmajoryzowania niewielkiego stadka sąsiada, przez swoje znacznie liczniejsze stado. Może się zdarzyć, że początkujący hodowca, w bardzo krótkim czasie traci wszystkie swoje ptaki, kupione za ciężko zarobione pieniądze. Gorzej, kiedy tym początkującym hodowcą jest uczeń gimnazjum lub liceum, który swe oszczędności poświęcił na zakup pierwszych gołębi.      

      Wczesną wiosną, w pewnym okręgu europejskiego kraju, przed parowaniem gołębi organizuje się dość osobliwe zawody. W danej miejscowości wypuszcza się samce i jedną samicę. Rozpoczyna się wtedy szaleńczy taniec godowy wokół jednej samicy. Samiec, za którym samica pofrunie do gołębnika, zostaje zwycięzcą roku. Właściciel samicy zgadza się na to, że może utracić swojego gołębia. Zresztą właściciel zwycięskiego samca, zawsze może oddać samicę swojemu koledze. To jest rywalizacja, której trudno zarzucić nieetyczne motywy.     

      Szlachetne jest współzawodnictwo w wyhodowaniu zdrowych, jak najpiękniejszych gołębi. Szlachetne jest współzawodnictwo w wytrwałości lotu gołębi lotnych, a także współzawodnictwo między hodowcami gołębi akrobatycznych (np. wywrotki, takle itp.). Szlachetne jest wszelkie współzawodnictwo, jednakże nie kosztem hodowanych zwierząt.      

      Z powyższego wynika, że hodowca stale ociera się o pewne zagadnienia i pytania  etyczne. Nie może ich lekceważyć, jeśli chce zyskać szacunek u kolegów, a także w społeczeństwie. Ciągle − przynajmniej w naszym społeczeństwie − hodowca gołębi, jest gołębiarzem, co często jest synonimem człowieka nieuczciwego, kłótliwego, a nawet złodzieja. Takiej zależności, skojarzeń nie spotyka się np. w Czechach, a głównie w Niemczech, gdzie w dużych i mniejszych aglomeracjach miejskich, hodowcy trzymają swoje zwierzęta na niestrzeżonych działkach (gołębie, króliki, kury i inne) i prawie nie zdarzają się kradzieże. 

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 maja 2009 19:10
  • wtorek, 27 stycznia 2009
    • Etyka czy estetyka

      Postawienie problemu

      Etyka jest namyłem nad ludzkim postępowaniem, estetyka zaś zajmuje się sztuką, jej wartościami, ale także przyrodą, jej pięknem, a więc tym wszystkim, co ubogaca otoczenie człowieka.    

      Czy ważniejsze jest życie etyczne, czy też estetyczne? Innymi słowy: Czy należy w życiu postępować głównie etycznie, czy też można w niektórych wypadkach odstąpić od moralnego postępowania, aby dzięki temu ustępstwu osiągnąć jakiś cel, wartość, niekoniecznie materialną, ale jednak wymierną w postaci czegoś, co cieszy oko i serce, co wydaje się nam piękne? To odwieczny dylemat filozofii europejskiej. Czy ważniejsza jest etyka, czy też estetyka?     

      Co ma powyższe pytanie do hodowli, np. kur, gołębi lub innych zwierząt trzymanych w domach, lub obok nich, na podwórkach, czy w wolierach? Chodzi o to, czy wolno nam postępować nieetycznie w wypadku dążenia do osiągnięcia jakiegoś celu w hodowli?     

      Pozostawiając na uboczu wszystkie współczesne teorie etyczne i estetyczne, zapytajmy o związek etyki i estetyki.     

      Tak długo, dopóki dobro utożsamiano z tym co piękne (np. u Platona), nie występował teoretyczny konflikt pomiędzy etyką a estetyką. Ale estetyka jako namysł nad pięknem, jest czymś autonomicznym, zależnym od sądów ludzkich, a czasem wręcz za piękne uważa się to, co się komuś podoba. Już starożytni Rzymianie mawiali: De gustibus non est disputandum (O gustach się nie dyskutuje). Tym samym podważony zostaje pewien aksjomat, że piękno jest uniwersalne. A może, właśnie dlatego, aby uratować nasze życie, jego jakość i wzniosłość, należy trwać przy jakiejś teorii o uniwersalnym pięknie. Zastanawiające jest spostrzeżenie, które jest wynikiem refleksji nad zdjęciami z Dalekiego Wschodu, będącymi pokłosiem podróży p. St. Rożkowskiego. Odkrywamy w nich pewne piękno, które przecież nie pochodzi z kręgu naszej europejskiej kultury. Z drugiej strony Japończycy zachwycają się naszą starą, średniowieczną i nieco młodszą architekturą i sztuką. Istnieje więc jakaś przynajmniej świadomość uniwersalnego piękna.     

      A czy można mówić o pięknie w świecie przyrody? Mówimy o urokliwych zakątkach. Hodowcy zachwycają się różnorodnością kształtów i kolorów hodowanych przez siebie zwierząt. Zachwyca nas majestatyczny lot orła, zwinność jaskółki, bajeczny, kolorowy świat kolibrów, czy orchidei. Piękne są „konie w galopie i niebo nad nami”.    

      Ale człowiek chce wszystko zmieniać. Pragnie to, co piękne uczynić jeszcze piękniejszym. To naturalne, świadczy to o transcendowaniu człowieka, o jego ponadhistorycznym wymiarze. Ale czy na pewno zawsze w dążeniu do zmian, czasem nawet w szaleństwie do rzekomego ulepszania, czy też uszlachetniania, zachowujemy właściwy umiar? Tym samym znowu dochodzimy do dylematu: etyka, czy estetyka? Czy przypadkiem, w naszym dążeniu do zmieniania, jak mówią hodowcy gołębi, do uszlachetnienia rasy, zachowujemy nie tylko umiar, ale czy przypadkiem nie okazujemy się nieetyczni?

      Dylemat rozwiązany

      Współczesne nurty filozofii, zajmujące się głównie naszą egzystencją, a więc filozofia egzystencjalistyczna, czy personalistyczna, zdecydowanie opowiada się za priorytetem etyki nad estetyką, a więc ważniejsze jest etyczne postępowanie człowieka, aniżeli ambicje ulepszania świata, jego piękna i uniwersalistycznego dobra.     

      Chociaż I. Kant pisał o autonomii estetyki, to jednak dla niego nie ulegało wątpliwości, że etyczne postępowanie człowieka absolutnie musi panować nad tym, co człowiek czyni w sferze estetycznej.  G. Hegel uważał, że sztuka ma swój cel ostateczny w sobie samej, zastrzegał jednak, że nie może ona prowadzić do niemoralności, albo uczyć nieetycznego życia. Z poglądu tego wyrosła marksistowska teoria sztuki, a mianowicie, że sztuka powinna służyć ideologii. Tak więc sztuka, która według Kanta ma prowadzić do wolności, mogła i stała się narzędziem zniewolenia.     

      Duńczyk, Søren Kier­kegaard, ojciec filozofii egzystencjalistycznej uważa, że istota ludzka nie jawi się jako natura lub duch, lecz jako egzystencja. Wizja losu człowieczego skłoniła Kierkegaarda do refleksji na temat wyboru postaw wobec życia. Kierkegaard ujął to w formie dylematu: „albo – albo” – jaki nieuchronnie towarzyszy istocie myślącej. Zdaniem duńskiego filozofa, samotny, zagubiony w tłumie człowiek, który jest rozdarty między codziennym doświadczaniem chaosu świata i nieodmiennym pragnieniem spokoju, ma do wyboru trzy odmienne formy realizacji człowieczeństwa. Może wybrać: życie estetyczne i dążyć do kumulowania zmien­nych wrażeń;  życie etyczne, tzn. zaangażowanie społeczne, które może zape­wnić pewną stałość wizji świata, oraz życie religijne. Zdecydowanie dostrzegamy w myśleniu Kierkegaarda nadrzędność etyki nad estetyką.     

      Współcześnie do rozważań nad sztuką i estetyką, włączona została tzw. etyka przyrody.     

      Dylemat etyka, czy estetyka został rozstrzygnięty. Lekceważenie priorytetu etyki, w dziejach ludzkości, szczególnie w naszej współczesnej rzeczywistości, prowadziło zawsze do katastrof, do cierpienia, degradacji itp.

      Do zastanowienia

      Zjawisko mutacji w świecie przyrody jest zjawiskiem powszechnym, chociaż nie częstym. Człowiek nauczył się korzystać z darowanych mu przez przyrodę dobrodziejstw. Dzięki pracy hodowlanej udało nam się wyhodować rośliny i zwierzęta, która znacznie różnią się pod względem budowy i kolorów od form wyjściowych. Ale człowiek korzysta również czasem z mutantów, które w przyrodzie nie miałyby żadnych szans przeżycia. Więcej, dzięki swojej nie zawsze godnej pochwały pomysłowości i wyobraźni wady, głównie w budowie stara się utrwalić, a nawet wyolbrzymić. Przykładów jest dość dużo.     

      Wszyscy znają gołębia pawika. Jeśli pawik indyjski nie wykazuje zdecydowanych cech degeneracji kręgosłupa, to zupełnie inaczej jest w wypadku pawika angielskiego i pochodzącego od niego pawika typu amerykańskiego. Człowiek w przypadku pawika działał wbrew naturze. Jego praca hodowlana doprowadziła do tego, że pewnej liczbie populacji gołębi pogorszono zdecydowanie jakość i komfort życia, wręcz zadano cierpienie.     

      Wielu hodowców w celu tzw. uszlachetnienia rasy „skraca” – dzięki odpowiedniemu doborowi – dzioby. Autor niniejszego artykułu widział turbita, który właściwie już nie miał dzioba. Gołębie krótkodziobe nie tylko mają kłopoty z wychowaniem swojego potomstwa, ale także z pobieraniem pokarmu. Włączone do stada gołębi o dłuższym dziobie, po jakimś czasie giną. Nie wytrzymują konkurencji. To drugi przykład negatywnej ingerencji. Hodowca musi sobie zdawać z tego sprawę i powinien zastanowić się, jak daleko może posunąć się, dokonując zmian wbrew naturze.     

      Niektórym garłaczom wydłużono do tego stopnia nogi, że mają trudności w wysiadywaniu swoich jaj. Człowiek uniemożliwił im to, co jest dla nich normalne i naturalne.     

      To wystarczy, aby pokazać, że dość dziwnie pojęta estetyka wzięła górę nad etycznym postępowaniem człowieka. Hodowla wielu zwierząt ma na celu dostarczenie człowiekowi wrażeń estetycznych, ale nie kosztem jakości życia hodowanych zwierząt. Etologia, uczy, że zwierzęta mają różne życiowe potrzeby, zarówno w jakości życia, jak również w przedłużeniu gatunku, które są ich potrzebami podmiotowymi. Stąd powinnością człowieka jest uszanowanie tych potrzeb. Obecnie na całym cywilizowanym świecie etyka w hodowli zwierząt bierze górę nad estetyką, tym bardziej, że czasem ludzkie wyobrażenie o pięknie zwierzęcia, który jest cząstką przyrody, jest zwykłą złudą.     

      Człowiek jest istotą rozumną i powinien być świadom swojego działania. Człowiek wznosi się na wyższy stopień człowieczeństwa, nie tylko wtedy, kiedy rozumie siebie i zaspakaja swoje uprawnione potrzeby, ale kiedy rozumie także otaczającą go przyrodę.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 stycznia 2009 09:47
  • czwartek, 25 grudnia 2008
    • Wpis bez tytułu

      Ciąg dalszy z poprzedniego wpisu

      Szkic schweitzerowskiej etyki czci dla życia

      Dość długa była droga Schweitzera do sformułowania etyki czci dla życia. Schweizer nieustannie poszukiwał takich rozwiązań w etyce, które pozwolą wyzwolić się z antropocentryzmu.

      W Gunsbach, w muzeum Alberta Schweitzera, znajduje się zdjęcie, na którym Wielki Doktor z Lambarene własnoręcznie umieścił słowa: „Trzy wyspy na Ogowe w pobliżu wsi Igendja, 80 km w dół od Lambarene. Tutaj we wrześniu 1915 roku zaświeciło we mnie zrozumienie, iż idea czci dla życia jest podstawą etyki i prawdziwego humanizmu. Albert Schweitzer”.

      Chwila, w której zakiełkowało myślenie na temat etyki czci i poszanowania dla życia, była tak wielka i doniosła dla Schweitzera, że może być ona w pewnej mierze przyrównana do wielkich nawróceń i odkryć. Wymownie świadczą o tym słowa samego Schweitzera z jego pracy pt: Aus meinen Leben und Denken: „Psychicznie nieobecny siedziałem na pokładzie łodzi holowniczej, pogrążony w poszukiwaniach pierwotnego i uniwersalnego pojęcia moralnego dobra, którego nie znalazłem w żadnej filozofii. Trzeciego dnia wieczorem, gdy o zachodzie słońca mijaliśmy właśnie stado hipopotamów, zjawiło się nagle przede mną określenie »cześć dla życia«. Żelazna brama poddała się; ujrzałem ścieżkę w gęstwinie. Oto natrafiłem na ideę zawierającą w sobie łącznie afirmację życia, afirmację świata oraz istotę moralnego dobra”.      

      Schweitzer postawił na przeciw kartezjańskiemu aksjomatowi „Myślę, więc jestem” swój, etyczny aksjomat: „Jestem życiem, które pragnie żyć, pośród życia, które pragnie żyć”. Życie – pisał Schweitzer – jest obecne „we mnie dzień za dniem, godzina za godziną”. Stoi w ścisłym związku z afirmacją świata, która wyraźnie dochodzi do głosu u Schweitzera zarówno w sferze wewnętrznego doświadczania radości życia, jak też zewnętrznego kontaktowania się z całym stworzeniem. Etyczne jest więc to, co służy zachowaniu życia. Z deontologicznego aksjomatu: „zachowywać życie”, w myśleniu Lekarza z nad Ogowe wypływają dwie etyczne zasady: dobrem jest „utrzymywać życie i działać na korzyść życia”, złem zaś niszczyć życie i je ograniczać. „Ta podstawowa zasada moralności (…), prowadzi – pisał Schweitzer – nie tylko do uporządkowania i pogłębienia istniejących poglądów na dobro i zło, ale również do ich rozszerzenia. Naprawdę etyczny jest tylko ten człowiek, który daje posłuch potrzebie okazywania pomocy wszelkiemu życiu, które może wesprzeć, i wzbrania się przed czynieniem szkody jakiemukolwiek żywemu stworzeniu. Nie pyta, czy to lub tamto życie zasługuje na angażowanie się z uwagi na swoją wartość, nie pyta również, czy i o ile jeszcze zdolne jest odbierać wrażenia”. Dla Schweitzera etyka nie jest więc abstrakcyjnym myśleniem, lecz odpowiedzialnością za wszystko, co żyje. Winna więc objąć współprzeżywanie wszelkich stanów i aspiracji woli życia. Nie może przeto ograniczać się do formułowania zasad, lecz uczestniczyć we wszystkich przejawach życia. Etyka – to oddanie i poświęcenie się życiu.     

      Etyka czci dla życia obowiązuje w społeczności ludzkiej, gdyż rozumny i etyczny może być tylko człowiek. W tej społeczności jest ona zwrócona do wewnątrz, a więc nakazuje ochronę życia ludzkiego, jak również na zewnątrz, czyli bierze pod ochronę wszelkie życie. Zdaniem Schweitzera ma wymiar kosmiczny i mistyczny. „Etyka czci, poszanowania życia nie odnosi się tylko do ludzi, lecz także do stworzeń. Są one przecież podobne do nas w tym — pisał Schweitzer — że też pragną pomyślności, znoszą cierpienia i doznają lęku przed zagładą. Ten, kto zachował nie spaczony sposób odczuwania, uważa współczucie dla losu wszystkich istot żywych za coś naturalnego. Myśl uznać musi, że przyjacielska postawa wobec wszystkiego stworzenia jest naturalnym postulatem etyki”. Schweitzer ostro krytykował ciasnotę i zakłamanie myślicieli, którzy nie mogli zrozumieć, że każda istota żyjąca jest małym czującym światem.     

      Lecz Schweitzer zdawał sobie sprawę, że aby żyć, należy często niszczyć cudze życie. Rozróżnia więc między etycznym działaniem a koniecznością.      

      Schweitzer odczuwał napięcie, jakie istnieje pomiędzy imperatywem czci i poszanowania dla życia a potrzebą jego zachowania kosztem innego. Udało się mu je wielokrotnie opisać niezwykle przekonywająco. Często, szczególnie w swoim szpitalu nad Ogowe w Afryce, znajdował się w polu tego napięcia, współczuł każdemu stworzeniu, walczył o każde życie, nawet robaka w kałuży, ochraniał je do granic wytrzymałości i może dlatego zyskał sobie opinię dziwaka, którego żadną miarą nie można zrozumieć.      

      Schweitzer ostro rozróżniał między etyką czci dla życia a koniecznością. Ta ostatnia nie może uspokajać sumienia. ”Czyste sumienie jest wynalazkiem szatana”. Ale też etyka poszanowania dla życia nie rozstrzyga za człowieka wewnętrznych konfliktów, których nie sposób uniknąć w życiu, ale zmusza go „by w każdym wypadku sam decydował, w jakiej mierze może pozostać etycznym, w jakiej zaś musi się poddać konieczności niszczenia i szkodzenia życiu, i tym samym obarczyć się winą”. W etycznych konfliktach człowiek może podejmować wyłącznie subiektywne opinie. Ich stałe podejmowanie nie może doprowadzić do wyjałowienia z wrażliwości. W konflikcie między zachowaniem własnej egzystencji a zniszczeniem innej nie może być mowy o łączeniu etyczności i konieczności w etykę relatywną, lecz należy decydować między tym, co etyczne a konieczne. Przy wyborze konieczności zawsze obarczeni jesteśmy winą szkodzenia życiu. Schweitzer nie tylko wzywał do wrażliwości współczucia, lecz do nieustannego uświadamiania sobie winy. Świadomość winy prowadzi do współczucia i gotowości poniesienia ofiary. „I znów — pisał Schweitzer — nie znajdujemy żadnej teorii pozwalającej oznaczyć dopuszczalny zakres samozachowania; znów nakazuje nam ona w każdym wypadku stawać do konfrontacji z absolutną etyką ofiarności. Zgodnie z doznawanym przeze mnie poczuciem odpowiedzialności muszę decydować, ile powinienem poświęcić z mego życia, mej własności, moich praw, mego szczęścia, mego czasu, mego spokoju, a ile wolno mi zachować”. A także: „Jeśli szkodzę jakiemuś życiu, muszę wiedzieć, czy jest to konieczne. Nie mogę w niczym wykroczyć poza to, co nieuniknione, nawet w rzeczach pozornie mało znaczących. „Rolnik, który na łące zżął tysiące kwiatów dla swoich krów, powinien strzec się, aby w drodze powrotnej na poboczu drogi nie zerwać bezmyślnie kwiatu dla zabicia czasu, bowiem wtedy dopuszcza się występku przeciw życiu, nie znajdując się pod naporem konieczności”.     

      Wyższa konieczność nikogo nie rozgrzesza, ale bezmyślność jest godna najwyższej nagany.     

      Schweitzer przeciwny był wszelkiego rodzaju systemom etyki względnej, które uspra­wiedliwiały czyny tzw. wyższą koniecznością, zawsze gotową poświęcić jednostkę dla ogółu. Etyka czci dla życia stoi w ostrej sprzeczności z tego rodzaju etycznymi poglądami. Schweitzer zdawał sobie sprawę, że wiele złego w przeszłości wyrządziła etyka relatywna, wartościująca życie i obdarzone nim istoty. Nie wiemy przecież, sądził Schweitzer, jaką wartość samą w sobie zawiera życie istoty spotkanej na naszej drodze życia. Niemożliwe jest stworzenie skali wartościującej życie innych istot. Życie jest wartością samą w sobie. Uśmiercanie pozostaje zawsze złem.  

      Schweitzer wypowiedział walkę bezmyślnemu uśmiercaniu i żądał, aby zaniechano tego nie tylko w wypadku człowieka, ale także zwierzęcia i rośliny. Dlatego pochylał się i uwalniał pozbawionego pomocy trzepocącego się w kałuży owada i do trawy zanosił dżdżownicę z rozpalonego asfaltu. Jako lekarz bronił się przed zbędnymi doświadczeniami na zwierzętach, które są nie tylko okrutne, lecz ponadto często bezużyteczne. Z ogromnym wysiłkiem wydzierał jednak ziemię dżungli nad Ogowe, aby budować szpital, zakładać plantacje, gdyż było to uzasadnione i konieczne. Etyka poszanowania życia nie jest sentymentalizmem, rodzajem panteistycznej mistyki, lecz racjonalnym opisem obowiązku każdego myślącego człowieka. Schweitzer napisał: „To właśnie ludzkie współczucie wobec wszystkich istot czyni z niego prawdziwego człowieka”.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 grudnia 2008 20:48
    • Etyka czci dla życia

      Motto: „Dopóki człowiek nie obejmie współczuciem wszystkich żywych stworzeń, dopóty on sam nie będzie mógł żyć w pokoju” (Albert Schweitzer) 

      W rozważaniach moralnych dotyczących stosunku człowieka do zwierzęcia, bezwzględnie należy odejść od antropocentryzmu. Nie do przyjęcia jest też etyka wynikająca z postawy holistycznej, wszak nie sposób wracać do mitologii, chociażby przybranej w pozory racjonalności. A więc na jakim fundamencie winniśmy budować nasze etyczne postawy i normy postępowania ze zwierzętami? Pomiędzy antropocentryzmem i holistyczną postawą istnieje postawa biocentryczna. Bierze ona pod uwagę życie, którym jesteśmy i które nas otacza. Oczywiście i w tej postawie zaznacza się wyjątkowe miejsce człowieka w przyrodzie, ale zdecydowanie nakazuje mu myśleć nie tylko o swojej wyjątkowej, lub ważnej  pozycji, lecz głównie o swoich powinnościach wobec otaczającego świata.  

      Biocentryzm posiada różne formy. Postawa skoncentrowana na wszelkim życiu, nigdy nie może być skrajną. Przyznaje ona wartość życiu zwierzętom i roślinom, ale nie traktuje je jednakowo. Zwierzęta stoją wyżej aniżeli rośli­ny. Także w obrębie królestwa zwierząt organizmy o bardziej skomplikowanej strukturze wewnętrznej, ich życie i pragnienie zachowania życia należy wyżej ocenić, aniżeli organizmy biolo­gicznie niższe. Wyższy więc status w etycznym warto­ściowaniu posiadają organizmy stojące wyżej w ewolucji biologicznej.

      Do etyków, którzy swoją refleksję etyczną koncentrowali się na życiu, należą: A. Schweitzer, R. Attfield, P. Taylor, a w Polsce zaś należała do nich popularyzatorka myśli etycznej Alberta Schwei­tzera, I. Laza­ri-Pa­wło­wska.

      Kim był A. Schweitzer?

      Albert Schweitzer urodził się 14 stycznia 1875KaysersbergAlzacji, zmarł 4 września 1965LambarénéGabonie. Był teologiem, filozofem, lekarzem i doskonałym znawcą i odtwórcą muzyki Jana Sebastiana Bacha. Jako profesor teologii na uniwersytecie w Strasburgu, z dużym i znaczącym dorobkiem badawczym, zdecydował się na studia medyczne, a po ich ukończeniu wyjechał do Afryki, aby nieść pomoc chorym i pozbawionych pomocy ludziom. W Lambaréné w Gabonie wybudował szpital i sam stanął na jego czele. W 1953 roku otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

      Albert Schweitzer pisał w jednej ze swoich autobiograficznych książek (Aus meinen Leben und Denken): „Dwa przeżycia rzucają swój cień na moją egzystencję. Jedno polega na zrozumieniu, że świat jest w nie wyjaśniony sposób pełen tajemnic i cierpienia; drugie – na zrozumieniu, że urodziłem się w epoce duchowego upadku ludzkości. Z obydwoma zdołałem sobie dać radę przez przemyślenia, które mnie doprowadziły do etycznej afirmacji świata i życia przez poszanowanie życia. W niej moje życie znalazło oparcie i kierunek. Tak więc stoję i działam w tym świecie jak ktoś, kto pragnie ludzi uczynić bardziej uduchowionymi i lepszymi przez myślenie. Znajduję się w zupełnej sprzeczności z duchem czasu, ponieważ jest on pełen pogardy dla myślenia”. W tych słowach zawarł Schweitzer wszystko, czym wypełnione było jego bogate życie.

      Albert Schweitzer w wykładach i pracach na temat etyki dokonał wnikliwej analizy różnych systemów etycznych i prezentacji swojego poglądu na historię oraz istotę etyki. Według Schweitzera pierwszym etycznym osiągnięciem jest rozszerzenie kręgu solidarności międzyludzkiej. Nie bez znaczenia w postępie etyki systemów filozoficznych i religijnych jest ich stosunek do świata. „Istnieje przecież zasadnicza różnica w ocenie tego świata. Niektóre teorie ustosunkowują się do niego pozytywnie. Przywiązują wagę do jego spraw i do egzystencji w jego obrębie. Istnieją również i takie poglądy, które mają świat w pogardzie. Zalecają obojętność wobec wszystkiego, co go dotyczy. Afirmacja świata zgodna jest z naszymi naturalnymi doznaniami. Zachęca nas do działania i do tego, abyśmy czuli się dobrze na tym świecie. (…)”.

      Ciąg dalszy w następnym wpisie

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 grudnia 2008 20:42
  • poniedziałek, 15 grudnia 2008
    • Czy zwierzę ma jakiekolwiek prawa?

      Ciąg dalszy artykułu pt. Człowiek a zwierzę

      Jeśli zwierzę nie jest rzeczą, ale istotą żywą, należącą do świata przyrody, do którego my także należymy, to czy ma ono jakieś prawa?      

      Przywykło się sądzić, że zwierzę ma takie prawa, jakie człowiek mu nada, wyznaczy i uzna za racjonalne. To zaś oznacza, że człowiek nadal chce być absolutnym panem świata zwierząt. Ale takie myślenie niczego nie zmienia, łatwo prowadzi do wyłącznie instrumentalnego traktowania zwierzęcia, a od tego krok do traktowania zwierzęcia jako rzeczy, z której można się cieszyć, a kiedy się znudzi, wyrzucić.      

      Dzisiaj popularne jest domaganie się praw dla zwierząt. Nie jest to jeszcze to samo jak domaganie się moralnego szacunku dla zwierząt. Prawa można łamać, a szacunek dla życia zwierzęcia, jest częścią naszych moralnych postaw, etycznego obowiązku, deontologicznym postulatem. Kiedy mówimy o prawach zwierząt, nie mamy na myśli prawa stanowionego, które np. daje człowiekowi prawo do uczestniczenia w wybor­ach do sejmu, do procesu sądowego itp. Mamy natomiast na myśli prawo do tego, by zwierzęta były traktowane z szacunkiem należnym każdej istocie, które ma wewnętrzną wartość, wartość z tej racji, że jest istotą żywą, a nie kulinarną, czy estetyczną.     

      W etyce spotykamy się z różnymi poglądami i stanowiskami w kwestii tzw. prawa zwierząt.      

      Jeszcze w XX wieku funkcjonowało przekonanie, że zwierzęta nie są człon­kami wspólnoty moralnej, w związku z czym ludzie nie mają wobec nich żadnych zobowiązań, wspólnota moralna jest bowiem grupą społeczną złożoną ze współ­dzia­łających ze sobą autonomicznych podmiotów ludzkich, oceniających swoje postępowanie. Autonomicznie działających ludzi uznaje się za społeczność, która w pełnym sensie tego słowa może używać zwierząt jako środka, i to bez jakiejkolwiek odpowiedzialności moralnej. Takie stanowisko reprezentował w 1986 roku M. A. Fox, (The Case for Animal Experimentation, 1986), aby po przemyśleniu go, wyrazić rok później  pogląd: „ponieważ nie potrafię usprawiedliwić czerpania korzyści z ludz­kiej krzywdy, gotów jestem sądzić, że równym złem jest korzystanie z cierpienia zwierząt”. Widać więc, że stare poglądy muszą ustąpić.      

      Tezę, iż zwierzęta mają pewne prawa, a nawet moralne prawa, prezentuje Tom Regan w pracy pt. The Case for Animal Rights (1985). Regan usiłuje oprzeć swój pogląd na mniemaniu, że każda istota ma wewnętrzną wartość. Według T. Regana tylko ludzie mają wewnętrzną wartość niezależnie od tego, czy są dobrzy lub użyteczni dla innych. Prawo stanowione zaś ma chronić tę wartość. Ale – według Regana – prawa mają także istoty, któ­rym przypisujemy wewnętrzną wartość. Tylko podmioty życia mają taką wartość, a więc mają ją również zwierzęta. Regan jest zdania, że wszystkie ssaki mają wewnętrzną wartość, a zatem i pewne prawa, które należy respektować. Są to prawa o charakterze moral­nym, które różnią się od praw stanowionych, a które mogą mieć różny kształt w różnych ludzkich społeczeństwach. Moralne zaś prawa obejmują wszystkie żyjące podmioty bez względu na kolor skóry, narodowość, płeć, a także bez względu na gatunek.     

      Widać z powyższego, że to człowiek decyduje o tym, kto ma wewnętrzną wartość. Dlaczego nie mają jej ptaki? Czy one nie lękają się o swoje życie? Kto nie widział nigdy ptaka uciekającego przed drapieżnikiem, może nie mieć wątpliwości, ale nie powinien ich mieć np. hodowca gołębi, który niejednokrotnie musi leczyć swoje ptaki z urazu wynikłego z panicznej ucieczki przed swoim prześladowcą. Nawet ryby walczą o swoje życie i stosują różne metody, aby uniknąć zjedzenia przez inne drapieżne ryby, delfiny, czy foki. Zresztą opieranie domniemanego prawa zwierząt na domniemanej wewnętrznej ich wartości, jest dość ryzykowne, bowiem nie da się racjonalnie udowodnić, że to wewnętrzna wartość zwierzęcia ma decydować o moralnym stosunku człowieka do niego. 

      Wszystkie dawne klasyczne etyki, a także wiele – jak widzieliśmy powyżej – współczesnych etyk zajmujących się stosunkiem człowieka do zwierząt jest antropocentrycznych. Zakładają one, że rośliny nie myślą, a zwierzęta nie oceniają naszego po­stępowania. Podmiotem myślenia jest człowiek. Jedynie on jest zdolny do wartościowania i oceny swoich decyzji.      

      Naprzeciw antropocentrycznych etyk ekologicznych stoi etyka ekoholistyczna. Postawa ekoholistyczna uznaje autonomię nie tylko każdego żyjącego bytu, ale każdej cząstki stworzenia. Nie zawsze jednak przedstawiciele ekoholizmu dostrzegają, że w przyrodzie toczy się ostra walka o przetrwanie. Czy człowiek może w pełni uznać autonomię każdego stworzenia i zrezygnować ze swojej wolności na rzecz wolności wszystkich innych bytów? Ekoholiści skłonni są rozważać sytuację, w której przyroda rozprawi się w sposób – powiedzmy – okrutny ze swoim ciemiężcą, człowiekiem. P. Vardy i P. Grosch (The Puzzle of Ethics, (przekł. pol. Etyka, Poznań 1995, s. 213n) relacjonując poglądy J. Lovelocka piszą: „Być może Ziemia rozumiana jako całość (Gaja), stopniowo zmienia swoją geofizjologiczną strukturę tak, aby ludzką rasę całkowicie unicestwić lub przynajmniej zredukować, dzięki czemu powstrzymana zostanie działalność, która zagraża egzystencji planety. Człowiek nie jest naczelnym celem wszechświata, chyba że ktoś na mocy religijnych przesłanek czy radykalnej wersji antropo­centryzmu istotnie uważa, że cały kosmos istnieje tylko i wy­łącznie dla człowieka. Nie można jednak wykluczyć, że wszech­światem rządzi pewien imperatyw, który nakazuje chronić jakieś typy substancji ograniczonych i nieograniczonych. Chodzić może o całość wszech świata, a nie o ludzi”.     

      Postawa taka graniczy z mitologicznym rozumieniem świata. Według niego cała przyroda posiada charakter boski, a człowiek współuczestniczy w wielkim misterium boskiego życia. Człowiek zaś jest całkowicie zdeterminowany. Postawa taka odwraca proces desakralizacji zapoczątkowany w Grecji przez filozofię, w Izraelu zaś przez Jahwizm. Postawa skrajnie ekoholistyczna kryje w sobie wielkie niebez­pieczeństwo. Degraduje człowieka do roli „pchły”, pozba­wia go woli działania, przede wszystkim zrzuca z niego odpowiedzialność za stworzenie, każe mu bowiem jedynie biernie uczestniczyć w jakimś dramacie na deskach teatru kosmosu, dramatu, które­go koniec nie jest znany.      

      Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o powinności człowieka wobec zwierząt, o moralną odpowiedzialność za wszystkie istoty żyjące, powinny podążać w innym kierunku i czerpać „natchnienie” zgoła innej sfery. W każdym razie na pewno nie ze sfery prawnej, ponieważ pojęcie prawa jest relatywne, jest wynikiem refleksji człowieka i od samego początku broni i zabezpiecza interesy człowieka. 

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 grudnia 2008 20:49
    • Człowiek a zwierzę

      Nie chodzi o stwierdzenie, lub przeprowadzenie dowodu, że człowiek – biorąc pod uwagę jego fizykalność – przynależy do świata zwierząt – jak zdecydowanie podkreślają niektóre współczesne antropologie filozoficzne i eksperymentalne – ale o relację między człowiekiem a zwierzęciem na płaszczyźnie etycznej. Na uboczu więc pozostawiamy rozstrzygnięcie współczesnego sporu o miejsce człowieka w królestwie zwierząt, natomiast chcemy odpowiedzieć na pytanie: Jaka powinna być relacja człowieka do przedstawicieli świata zwierzęcego i jakie powinny być moralne kwalifikacje jego postępowania ze zwierzętami? Oczywiście, w jednym artykule nie jesteśmy w stanie przedstawić różnych postaw i dokonać ich oceny i wartościowania. Niniejsza refleksja ma pobudzić do osobistej refleksji i przemyślenia swojego działania, postępowania, poglądów i oceny postępowania innych. Wszelkie działania człowieka podlegają moralnej ocenie i hodowca zwierząt musi być tego świadomy.      

      Niechaj do refleksji pobudzi fakt, że rocznie około 200 milionów laboratoryjnych zwierząt cierpi i ginie, często niepotrzebnie, bez jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia. Na wielu fermach hodowane są zwierzęta w niebywale nieprzyjaznych warunkach, stłoczone, brudne, czasem bite. Transport zwierząt odbywa się niejednokrotnie w warunkach, w których nietrudno o zranienie, a nawet śmierć. Hodowcy-hobbyści zazwyczaj dbają o swoje zwierzęta (gołębie, różnego rodzaju papugi, kury, króliki itd.), ale zdarza się, że nie zawsze stworzone im środowisko jest właściwe, dlatego czasem męczą się, chorują, cierpią, przeżywają liczne stresy, lub zostają w wyniku prac hodowlanych zniekształcone i zdeformowane. 

      Człowiek podmiotem obowiązków moralnych

      Europejska kultura i cywilizacja głęboka zakorzeniona jest w myśli greckiej, judeochrześcijańskiej oraz rzymskiej. Pierwsza przez wieki oddziaływała na refleksję nad funkcjonowaniem świata, człowieka i jego myśli w sferze stworzoności, druga w sferze religii, trzecia zaś prawa. Rzymskie prawo wywarło wpływ na współczesne rozumienie sprawiedliwości, wzajemnych zależności i relacji na płaszczyźnie prawnej. 

      Prawo rzymskie ugrun­towało rozróżnienie między człowiekiem a rzeczami. Do rzeczy prawo to zaliczało wszystko, co nie jest osobą. Zwierzę jest więc rzeczą. Jeśli człowiek wyrządza krzywdę człowiekowi, ma ona wtedy wymiar moralny. Jeśli zaś ktoś przywłaszczy sobie cudze zwierzę, lub je okaleczy, czy zabije, wtedy wyłącznie właścicielowi zwierzęcia została wyrządzona szkoda materialna. Zwierzę jest więc traktowane przedmiotowo. I trudno było wyzwolić się człowiekowi z tego stereotypowego myślenia. Co prawda królewiecki filozof, Immanuel Kant (1724–1804) pisał, że „człowiek urze­czywistnia doskonałość własnej osobowości – zgodnie z wymogami moralności – wówczas, kiedy właściwie ustosunkowany jest do zwierząt”, to jednak chodzi jedynie o człowieka, a nie o zwierzę. Na usprawiedliwienie Kanta można jednak powiedzieć, że ten królewiecki filozof miał w polu widzenia właściwe, moralne ukształtowanie człowieka, człowieka, którego wola zawsze ma być i będzie dobra. Kant zdecydowanie domagał się, aby człowiek nigdy nie traktował człowieka instrumentalnie. Jeden z jego imperatywów kategoryczny brzmi: „Postępuj tak, byś człowieczeństwa – tak w twojej osobie, jak też w osobie każdego innego – używał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako środka”. Jak widać, nie obejmuje on zwierzęcia, chociaż inny imperatyw kategoryczny królewieckiego filozofa brzmi: „Postępuj tak, jak gdyby maksyma twojego postępowania przez wolę twą miała się stać ogólnym prawem przyrody”, wszak według Kanta, przed nim i długo jeszcze po nim zdecydowanie twierdzono, że podmiotem obowiązków moralnych może być wyłącznie człowiek. Zwierzę, chociażby miało wykształtowany silny instynkt życia w stadzie, nie jest jednak w stanie dokonywać ocen moralnych swoich zachowań wobec stada. Przyjmowano i przyjmuje się ten aksjomat, ale czy jest on pewny? Nie możemy się obracać w sferze przypuszczeń, chociażby wydawały się one być prawdziwe. Nie wygłaszając żadnych mniej lub więcej prawdopodobnych twierdzeń, należy stwierdzić, że nie ma już żadnych podstaw, by traktować zwierzęta inaczej niż istoty godne moralnego szacunku. Większości ludzi wydaje się, że zwierzę nie są podmiotem moralnym. Jest nim człowiek, ale dlatego ciążą na nim pewne obowiązki i powinności wobec – jak mówił Franciszek z Asyżu (1181–1228) – „mniejszych braci”.

      Zwierzę nie jest rzeczą

      Zakaz czysto instrumentalnego traktowania człowieka, zakaz używania go jako środka stał się szeroko akceptowaną ideą moralną. Ale czy nie należy zakazem tym objąć również zwierzęta? Niektórzy zdecydowanie odpowiadają, że tak. Jednak większa cześć ludzkiej populacji zdecydowanie przeciwna jest takiemu poglądowi, jako utopijnemu i nierealistycznemu. Ale nie oznacza to – jakikolwiek przyjmie się pogląd na temat miejsca człowieka i zwierzęcia w świecie – że można dalej zwierzę traktować jako rzecz, z którą człowiek może uczynić cokolwiek zechce. Podstawy takiego poglądu można znaleźć już w żydowskiej Torze, a więc w Starym Testamencie, chociaż w bardzo ograniczonej formie. I dziwić może, że często w społeczeństwach mieniących się jako wysoce religijne, chrześcijańskie, traktuje się nieraz zwierzęta okrutnie, wręcz w bestialski sposób, wbrew biblijnym normom. Czyżby religijność i pobożność miała się wyrażać wyłącznie w sferze kultu, a nie w codziennym życiu, w otaczającym nas świecie, w przyrodzie, w relacji ze wszystkimi stworzeniami? Czyżby niezależnie od poglądów światopoglądowych, mamy się rządzić w tym świecie, kierując się wyłącznie egoizmem i poczuciem nieskończonej wyższości nad wszystkim co nas otacza?

      Zwierzę nie jest rzeczą, narzędziem, automatem. Zwierzę jest zwierzę­ciem, jest żywą istotą, odczuwającą przyjemność, lękającą się o życie, cierpiącą i czującą. Zwierzę nie jest przedmiotem, który po zużyciu można wyrzucić na śmietnik, pocieszyć się nim, z zabawy z nim mieć przyjemność, a następnie brutalnie go potraktować. To przyjęte już powszechnie spostrzeżenie, że zwierzę nie jest rzeczą,  powinno decydować o stosunku człowieka do zwierzęcia, wyznaczać ludzkie zachowania, podpowiadać jakie są obowiązki człowieka wobec zwierzęcia. Dostrzegamy, że w drugiej połowie XX wieku stosunek do zwierząt zmienił się w naszej kulturze bardziej niż w ciągu minionych wieków. Jednakże nie wszędzie i zwsze. Wciąż dla wielu ludzi moralne obowiązki nie dotyczą zwierząt. Ciągle spotykamy się z okrucieństwem wobec zwierząt, które nie zawsze podyktowane jest jakimś rodzajem sadystycznych upodobań, lecz raczej bezmyślnym postępowaniem, trzymaniem się utartych stereotypów.

      c.d.n.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mku841
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 grudnia 2008 18:26